Dead to a dying world Litany

Często czuję, że tracę więź z tym światem, ludźmi. Że jest on mi tak samo obojętny jak ja jemu. Udanie się na chwilę do innego świata dzięki muzyce daje mi możliwość oczyszczenia myśli i chwilową wizytę w zupełnie innym ,spokojniejszym miejscu. To jedna z płyt, które mi w tym pomagają. 🙂

Dead to a dying world cóż za piękna, przepełniona emocjami muzyczna podróż. To myśli, które przelatują mi przez głowę podczas odsłuchu kompozycji tego tego, niezwykle ciekawego, projektu.

Płyta nosi nazwę „Litany” i faktycznie całość przypomina zapis audio z jakiejś uroczystości religijnej. Jest to muzyka stworzona przez człowieka cierpiącego z powodu depresji, to słychać. Przepełnia ją rozpacz, smutek, ciemność.

Nie jest to płyta łatwa do zaszufladkowania. Mamy tu elementy crust punka, grania na podobieństwo Neurosis, Black metalu i muzyki liturgicznej.

Utwory są długie, ale różnorodne. Często zmienia się tempo, od ślamazarnego doom metalowego szumu, po szybkie partie gitarowe, niczym we wczesnym Darkthrone. Dodać do tego kilka typów wokalu i na nudę nie ma co narzekać. Pojawia się nawet jeden w pełni akustyczny utwór przypominający Ghotic country w stylu Sixteen Horsepower.

Większość materiału z płyty ma bardzo gęsty, basowy, „mulisty” dźwięk, ale tam gdzie ma być czysto i dynamicznie słychać każdy instrument.

Wszystko to aż ocieka rozpaczą. Nie powiedziałbym, że muzyka ta daje jakąkolwiek radość, ale czuć tu dostojność i osobliwą elegancję powolnego rozkładu. Przypominają mi się grafiki prezentujące „taniec śmierci”.

Nie jest na pewno to pełnoprawna recenzja, a raczej krótki opis, który, mam nadzieję, zachęci was do przesłuchania tego interesującego dzieła.

Pozdrawiam.

OpB