Zimno i ciemno

Nawet nie chcę spoglądać w okno. Co można tam zobaczyć? Ciemny,zimny świat-pustkę. Mi i wam nie są one do niczego potrzebne, ale nie można zaprzeczyć temu, że stanowią bezdenną studnię inspiracji dla artystów. Nieprzypadkowo użyłem słowa „artystów”, bo nie wiem, czy ludzi tworzących noise(ang-szum) można jeszcze nazwać muzykami, ale na pewno z ich twórczością warto się zapoznać.

Skullflower Birthdeath:

https://youtu.be/heADMnpuTmE

W ciemności najlepiej słuchać czegoś, co wprowadza w trans, pozwala uwolić myśli, jest i powtarzalne i pozwala się uspokoić. Mroczny,zimny i prosty utwór Otula niczym świeży śnieg i zamraża na tę krótką chwilę. Ten, niemal w całości, instrumentalny utwór rosyjskiego Black metalowca utrzymany jest w folkowym klimacie. Na pewno nie jest to metal, chociaż strukturą bardzo przypomina muzykę z nurtu Black metal. Black metalowa piosenka ludowa? Diabli wiedzą, najlepiej posłuchajcie sami 🙂

https://youtu.be/Oi9R4nVsBB8

Kiedy nie możecie nic zobaczyć, bo świat spowija mrok czujecie lęk, dezorientację i pustkę. Zostaje tylko głos I słuch. Zostajecie sami. Pustka, ciemność i krzyk. Thou feral faun 🙂

https://youtu.be/JQUFnGNgHKw

Pozdrowienia

Opb

Reklamy

Enigmatyczny wpis podsumowujący

Powoli zaczynam zbierać motywację do zamknięcia/ trwałego zaprzestania tworzenia tego bloga. Nie odczuwam żadnej motywacji by kontynuować  ten cykl tekstów i zbiór przemyśleń, jakim była w swej koncepcji ta strona. Nie jest to właściwy wpis pożegnalny, który znajduje się w fazie „produkcji”, a jedynie lakoniczna  informacja. Chciałbym w tym miejscu podziękować tym kilku ludziom, którzy zachęcili mnie do pisania( wiecie kim jesteście), bo ich zainteresowanie moimi tekstami istotnie poprawiało mi samopoczucie. 🙂 Tyle. Koniec ogłoszenia parafialnego. Ostatni wpis pojawi się wtedy, kiedy uznam to za stosowne. 🙂 Przepraszam za błędy, ale to tylko krótka notatka, której nie należy traktować jako pełnoprawny tekst.

Pozdrawiam.

OPB

 

Dead to a dying world Litany

Często czuję, że tracę więź z tym światem, ludźmi. Że jest on mi tak samo obojętny jak ja jemu. Udanie się na chwilę do innego świata dzięki muzyce daje mi możliwość oczyszczenia myśli i chwilową wizytę w zupełnie innym ,spokojniejszym miejscu. To jedna z płyt, które mi w tym pomagają. 🙂

Dead to a dying world cóż za piękna, przepełniona emocjami muzyczna podróż. To myśli, które przelatują mi przez głowę podczas odsłuchu kompozycji tego tego, niezwykle ciekawego, projektu.

Płyta nosi nazwę „Litany” i faktycznie całość przypomina zapis audio z jakiejś uroczystości religijnej. Jest to muzyka stworzona przez człowieka cierpiącego z powodu depresji, to słychać. Przepełnia ją rozpacz, smutek, ciemność.

Nie jest to płyta łatwa do zaszufladkowania. Mamy tu elementy crust punka, grania na podobieństwo Neurosis, Black metalu i muzyki liturgicznej.

Utwory są długie, ale różnorodne. Często zmienia się tempo, od ślamazarnego doom metalowego szumu, po szybkie partie gitarowe, niczym we wczesnym Darkthrone. Dodać do tego kilka typów wokalu i na nudę nie ma co narzekać. Pojawia się nawet jeden w pełni akustyczny utwór przypominający Ghotic country w stylu Sixteen Horsepower.

Większość materiału z płyty ma bardzo gęsty, basowy, „mulisty” dźwięk, ale tam gdzie ma być czysto i dynamicznie słychać każdy instrument.

Wszystko to aż ocieka rozpaczą. Nie powiedziałbym, że muzyka ta daje jakąkolwiek radość, ale czuć tu dostojność i osobliwą elegancję powolnego rozkładu. Przypominają mi się grafiki prezentujące „taniec śmierci”.

Nie jest na pewno to pełnoprawna recenzja, a raczej krótki opis, który, mam nadzieję, zachęci was do przesłuchania tego interesującego dzieła.

Pozdrawiam.

OpB

Horna opis mini-albumu

Horna powstała 1993 w Finlandii, był to okres kiedy nurt muzyki, w który omawiany zespół się wpisuje, zdobył szeroką rozpoznawalność na świecie, głównie dzięki różnego rodzaju przestępstwom, które przez media bardzo chętnie były łączone z samą muzyką. Przez kolejne Lata swojej działalności grupa wydała szereg bardzo  dobrych płyt.

Opisywany dzisiaj mini album Kuolleiden kuu  nie różni się znacznie od poprzednich wydawnictw. Nadal mamy do czynienia z szybkim, prostym i agresywnym brzmieniem. Cały czas odczuwalny jest klimat surowego, ascetycznego Black metalu. Płyta zaczyna się od powolnego przeciągającego się rifu i rytmicznych bębnów, które z czasem zaczynają dyktować tempo. I wszystko jest ok. do chwili kiedy w bębny nie stają się coraz bardziej słyszalne i nachalne(oraz nudne). Naprawdę nie rozumiem dlaczego w produkcji tak duży  nacisk  położono na perkusję. Nie ma w niej nic specjalnego, miejscami wręcz nie da się słuchać tych ostrych metalicznych dźwięków. Takie utwory jak otwierający płytę  skonpauhu czy zamykający ją Viattomien Silmin byłyby wzorowymi przykładami esencji Black metalu zawartej w jednym utworze gdyby nie ta produkcja, która odwraca uwagę od bardzo przyjemnych gitar. Podobnie jak bębny wokal jest zbyt głośny.  Może to tylko moje subiektywne odczucie, ale dla mnie przez te wspomniane mankamenty sam odsłuch był po prostu męczący. Żeby jakoś optymistycznie zakończyć opis tej EPki chciałbym gorąco polecić inne, moim zdaniem lepiej wyprodukowane wydawnictwa tej grupy .Chociażby świętą płytę  Envaatnags Eflos Solf Esgantaavne  Warto się zainteresować jeżeli szukacie Black metalu w jego najczystszej postaci. Horna to mistrzowie  w swoim fachu, tylko ten album jakoś do mnie nie przemawia. 🙂

6/10

Pozdrawiam.;)

OPB

:(

Jeszcze jakiś czas temu nadążałem nad aktualnymi wydaniami(chodzi o płyty). Teraz każda nowa płyta wydaje mi się wtórna, irytująca. Zawsze czegoś brakuje. Zawiodła mnie każda płyta,która była wyczekiwana. Jutro albo pojutrze pojawi się tekst o czymś starszym. Blog zdycha. Spróbuję to ratować, ale nie wiem czy warto. Brak inspiracji i chęci.

Wiele tekstów, które pozostały tylko szkicami w mojej głowie przepadło przez zwykłą niedoskonałość mojej pamięci(czy to wstępne pomysły czy też rzeczy czekające tylko na spisanie) to co jest na blogu to i tak słaba pisanina. Nie wiem czy warto.

Pozdrawiam

OpB

Jutro

Dzień słaby. Jak większość dni. Nie zrobiłem nic szczególnego, marnowałem tylko czas oglądając serial.

Mam wprowadzony nowy lek. Czuję się otępiały i senny jeszcze bardziej niż zwykle. Ale to minie. Może nie jutro, ale minie. Będzie lepiej.

Tomorrow will take us away
Far from home
No one will ever know our names
But the bards’ songs will remain
Tomorrow will take it away
The fear of today
It will be gone (mam taką nadzieję 🙂 )
Due to our magic songs

pozdrawiam i idę spać
opb

Universe217

Universe217 ma własny, bardzo szczególny styl. Słucham ich płyty i nie znajduję punktu odniesienia. Do czego to porównać? Mogę z pewnością napisać, że to swego rodzaju fuzja doom metalu z rockiem progresywny i minimalizmem muzycznym. Ale najlepiej w ogóle nie szufladkować tej płyty.

Już od dłuższego czasu myślę o tym, dobrą płytę cechują wspaniałe dźwięki, ale też ich brak. Tak to nie błąd. Czasem chwila ciszy lub niemal zupełnej ciszy robi na mnie większe wrażenie niż nawet najlepsza kombinacja riffów. Na tej płycie jest kilka takich momentów, gdy na chwilę zostajemy sami z ciszą, pustką, samotnością. Jednak przez większość czasu towarzyszy nam świetny, bardzo „elastyczny” głos wokalistki. Potrafi ona śpiewać zarówno bardzo nisko jak i wysoko. Zdarza jej się też krzyczeć, szeptać, wdychać, a wszystko  to jest idealnie dopasowane do prostych klimatycznych wstawek gitarowych i świetnej perkusji. Co nie znaczy, że nie ma tu cięższych metalowych zagrań. Wręcz przeciwnie, jest ich całe mnóstwo. Na przykład w takim 66 gdzie riff jest prosty i potężny a perkusja  szybka i techniczna jak w nagraniach thrash czy death metalowych. A zaraz potem harmless zabiera nas  z powrotem do dobrze znanej z większości płyty ciemnej otchłani. To wrażenie potęgowane jest przez bardzo przestrzenną produkcję, w której wszystkie instrumenty są dobrze-odpowiednio szeroko-rozstawione.

Wszystko to jest ze sobą dość luźno połączone, niczym jazzowa improwizacja, a jednak stanowi całość. Jeżeli już szukacie czegoś w jakimś (dość niskim) stopniu podobnego, polecam twórczość darkher- jednoosobowego żeńskiego projektu doom metalowego. Jednak to bardziej folkowe tereny. Nie znajdziecie tej unikalnej  przestrzenności, ale jest tam równie silny ładunek emocjonalny i poczucie odosobnienia.

Pisząc ten tekst chciałem uniknąć opisywania poszczególnych utworów. To jest coś co trzeba  poznać i przeżyć samemu. Bardzo polecam.

Ocena: subiektywnie 10/10, obiektywnie 6,5/10.(Teraz zastanawiajcie się co to ma znaczyć :P).

Pozdrawiam.

opb

Nie mogę zasnąć 

Ciągle myślę o studiach. O tym, że nie dam rady. Nie wiem dlaczego ale prawie wszyscy i wszystko wydaje mi się być zagrożeniem. Przez chwilę myślałem, że jest lepiej. Oszukiwałem się, że poradzę sobie. Ale  znowu wróciły intensywne myśli, negatywne myśli.. eh

Spadła mi samoocena, a myślałem że to już dno.

Boję się nawet takich bzdur, że napisałem do kogoś na fb, a on nie odpisał to może się obraził? W ogóle od kiedy do tego stopnia obchodzi mnie ktoś z kim łączyą mnie tylko wspólny kierunek stódiów? Cholernie głupie i dziwne.

Miło, że nie jestem sam,obok śpi kot i wydaje dźwięki przypominające gwizdanie wiatru 🙂  Kot nie ocenia. Kot akceptuje i kocha 🙂

Dobranoc chociaż pewnie już śpicie.

Chciałem napisać coś ambitnego..

Ale nie mogę. Nie umiem zacząć. Miałem stworzyć wpis na temat średniowiecznej/ barokowej koncepcji vanitas. Tego jak przejawiała się w sztuce, tego jak się przejawia obecnie. I nie  chodziło mi tylko o opisanie powszechnie znanej symboliki. Chciałem przedstawić mniej oczywiste, współczesne formy, graficzne i muzyczne odwołujące się do marności.. Pomysł jest i czeka na realizację….

Chciałem napisać też tekst o relatywiźmie moralnym i motalności w ogóle… ale zniechęciłem się szybko. Chociaż temat ciekawy. Potrzeba więcej informacji. Może w przyszłości coś powstanie. Ale pewnie  coś wcześniej upadnie- nadzieja i chęć do realizacji pomysłu.

Miałem też chęć napisania czegoś o Socrealiźmie i muzyce tworzonej według wytyczonych przez ten nurt zasad. I wiele innych.

Mam wiele pomysłów, ale nie umiem tego poszeregować, zorganizować i faktycznie napisać tych  tekstów. 

Błąkają się po moim umyśle, szukają swojej  formy i treści. Starają się przetrwać pod natłokiem innych myśli.

Jeszcze żeby było łatwiej czytam sobie teraz „Upadek” A camusa i zmuszę mnie to to refleksji: Gdzie w tym wszystkim(nie tylko pisaniu) sens? 😦 Ale nawet jeżeli go nie ma to można się z tym jakoś pogodzić. 🙂 Piszę to żeby zakończenie miało jakiś pozytywny akcent. Chyba trochę ma.

Wszystko to jest takie mniej więcej.

Miłego dnia wszystkim :)

Dzisiejszy wpis jest bardzo spontaniczny. Po prostu pomyślałem, że podzielę się z wami czymś rozweselającym. Nie wszystko to jest dobrą muzyką, ale daję trochę radości. 🙂

Śpiewająca Papuga:

Kate Bush:

 

Mógłbym tu wkleić praktycznie dowolny utwór Kate Bush. Jej twórczość jest dla mnie perfekcyjna od pierwszego do ostatniego albumu. Prawdopodobnie nigdy nie pojawi się na tym blogu recenzja żadnej z jej płyt, bo skończyłoby się się na tym, że dałbym ocenę 13 w dziesięciopunktowej skali. :). Uwielbiam ją.

The Pixies Monkey gone to heven

Bardzo przyjemny, żywy utwór z interesującym, zabawnym tekstem. Wokale, męski i kobiecy, pięknie się uzupełniają. Prawdopodobnie pojawi się tu kiedyś dłuższy tekst o twórczości tego zespołu, bo jest o czym pisać. Polecam cały album!

Madonna: Material girl

Uważam, że to strasznie tandetna piosenka i ma w sobie wszystko co najgorsze w latach 80, ale paradoksalnie bardzo ją lubię. Takie guilty pleasure (grzeszna przyjemność). Co poradzę :/ Będzie tu jeszcze kilka takich kompozycji.

Phoenix: Lisztomania

Bardzo rytmiczny, lekki indie pop. Łatwo się tego słucha i jest bardzo przyjemne (według mnie przynajmniej).

The Beach boys: God only Knows

Tak zdarza mi się słuchać TBB. Tak, naprawdę.

Guns n’ roses: Shotgun blues

Tekst nie jest najwyższych lotów, delikatnie mówiąc, ale muzyka to bardzo pozytywna. Prosty, radosny rockowy kawałek. Tyle i aż tyle.:) Sam zespół zna prawie każdy. Nie muszę się rozpisywać.